Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2013

Szarlotka

Żeby sięgnąć po uchwyt włazu na strych muszę wspiąć się na karton z książkami,  jednym ruchem pociągam za mosiężny uchwyt i ciągnę w dół, na głowę zsypują mi się sporej wielkości tumany kurzu, zaczynam kichać i przecierać oczy. Ostrożnie stawiam stopy na belkach drabiny, kiedy znajduję się na samej górze ogarnia mnie ciemność,  staram się po omacku znaleźć źródło światła, gdy nagle potykam się o coś twardego, "kto u diabła...?" w tym samym momencie na twarzy osada mi gęsta pajęczyna, chcąc już uciekać stąd gdzie pieprz rośnie, w jednaj chwili dostrzegam lampkę naftową, "ciekawe czy jeszcze działa?", ku mojemu zaskoczeniu urządzenie raczy mnie mizernym światłem. Siadam na skrzyni, z którą zderzenie kilka minut temu skutkuje ostrym bólem w dużym placu u nogi. W rogu dostrzegam maleńkie blado-niebieskie pudełko, z wierzchu zacieram grubą warstwę kurzu, zawartość pudełka to plik kopert, przewiązanych wstążeczką. Przyzwoitość nie pozwala mi penetrować zawartości kopert…

Krokiety z mięsem i leśnymi grzybami

Jest ciemna noc, leżąc na górnej pryczy  słucham stukotu kół i liczę mijające po drodze latarnie, które swoim pomarańczowym światłem rozświetlają zupełny mrok. Na korytarzu panuje cisza, słychać jedynie deszcz stukający po dachu wagonu i skrzypienie otwieranych co jakiś czas wahadłowych drzwi. W końcu świta...pociąg zatrzymuje się z piskiem kół...wysiadamy...tato bierze mnie na ręce i po chwili stawia zaspaną na peronie, w samym środku lasu. Jest zimno i wciąż pada deszcz, dostaję do ręki mały wiklinowy koszyczek, na głowę wciągam przeciwdeszczowy kaptur i wyruszam ospale za rodzicami. W lesie panuje cisza, jest miło, przestało w końcu padać, gdzieniegdzie widać grzybiarzy, schylają się co chwila i coś nawołują, poza kilkoma żółtymi kurkami mój koszyk nie prezentuje imponujących zbiorów. Nagle wpadam w olbrzymią pajęczynę, która oplata sowicie moją twarz, machając nerwowo rękami opuszczam pajęcze zasieki i kieruję się w stronę brzozowego zagajnika. Długi spacer po wysokiej i mokrej t…

Makaronowe gniazda z ratatouille - Francja

Po pikantnym początku kulinarnej podróży we Włoszech, kierujemy się do kolebki win, serów, foie gras, bouillabaisse, słodkich crepes i niezawodnego crème brûlée. Kuchnia francuska znana jest jako kolebka sztuki kulinarnej, czerpią z niej najlepsi kucharze świata. Przez wieki europejskie dwory sprowadzały z Francji przepisy i mistrzów kuchni, aby ci dogadzali podniebieniom królów. We Francji powstała wykwintna i bogata kuchnia „haute cuisine”, którą obecnie wypiera bardziej przystępna, lekka, ale równie elegancka „nouvelle cuisine”. Poza wyrafinowanymi potrawami kuchnia francuska proponuje również proste, ale smaczne dania. Moja propozycja na makaron po francusku to wykorzystanie słynnego ratatouille, upieczone we własnych sokach warzywa pocięte podobnie jak makaron, zapieczone pod wyrazistym w smaku serem, tworzą razem delikatny smak Prowansji - regionu Francji przepełnionego słońcem, które sprzyja uprawie warzyw i owoców. Spotkamy tutaj drzewa oliwne, bakłażany, cukinie, cytrusy, a …

Spaghetti Puttanesca - Włochy

Drodzy czytelnicy Słodkiego Kompromisu, niechaj Was nie zdziwi makaronowe szaleństwo na jego stronach, gdyż blog postanowił stanąć w szranki z konkurencją i wziąć udział w makaronowym konkursie organizowanym przez portal Durszlak. Dziś rozpoczęłam swoją kulinarną podróż w kolebce makaronu, czyli ukochanej przeze mnie słonecznej Italii, podróż będę kontynuować prze następne kilka dni, zmagając się z różnego rodzaju makaronowymi wyrobami, starając się je połączyć z lokalnymi produktami, charakterystycznymi dla danego kraju. Trasa, niczym pappardelle, będzie wiła się przez sąsiednie kraje aż do Polski, a Wy będziecie mogli sprawdzać moje wariacje na temat makaronu w swoich kuchniach. Liczę na dobrą zabawę i odkrywanie nowych smaków, jak również na dobre myśli ze strony moich Fanów i trzymane przez Was kciuki. A zatem - Viva la pasta! Zaczynam od klasycznego Spaghetti Puttanescca, neapolitańskiego sosu, którego nazwa pochodzi od włoskiego słowa puttana (dziwka), prawdopodobnie od ostrego…

Ciasto owsiane ze śliwkami

Znów zaglądam do mojej dziecięcej krainy...późne lato...ciepłe popołudnie...słońce zaczyna przybierać pomarańczową barwę. Idę ogródkową alejką, słychać bzyczenie pszczół nad zgniłymi owocami leżącymi na kamiennych płytkach chodnikowych. Docieram do celu, nie mając jednak klucza, postanawiam przeskoczyć płot, rozdzierając tym samym żółtą "lambadówę" o wystający kawałek drutu. Stara śliwka przygina swoje gałęzie do ziemi od nadmiaru owoców, w powietrzu unosi się zapach tych fermentujących już na ziemi, myśl o ciepłym jeszcze cieście ze śliwkami popycha mnie w kierunku altanki gdzie znajduję koszyk i drabinę. Po kilku szybkich ruchach siedzę już na sporej grubości konarze i rozglądam się za dorodnymi okazami. Zbiór przedłuża się gdyż co druga śliwka ląduje w moich ustach, nagle do mych uszy dociera szum wody...chwila konsternacji....i zanim zdołałam się zorientować silny strumień lodowatej wody uderza mnie w plecy..."co do diabła?!" wydając z siebie głośny krzyk upusz…

Pierogi z dynią i ricottą

Znajduję w spiżarce lekko zakurzoną emaliowaną tabliczkę z napisem " Pierogarnia" wywieszam na drzwiach kuchni i rozpoczynamy kolejną podróż do pełnej miłości i tajemniczych smaków kulinarnej Mekki. Dziś w kuchni praca wre, w dużych rondlach kipi już nerwowo woda, a ja uwijam się jak pszczoła w ulu żeby zdążyć na czas. Wałkuję, zawijam, ugniatam i znów wałkuję i znów zawijam, uffff... Ale za to jaki czeka mnie efekt! Uśmiechnięte buzie! A proso, właśnie dzieciaki zwęszyły, że na stole znajduje się doskonały materiał plastyczny w postaci ciasta pierogowego, wskazują na krzesełka i zatapiają swoje rączki w masie. W mik powstają ciekawe kształty, wystarczy tylko sięgnąć po garść dziecięcej wyobraźni, a nawet nierówny kawałek ciasta stanie się paszczą przerażającego potwora, a może wesołego królika... Ważne by nawet w małych rzeczach odnaleźć szczęście! Mam nadzieje, że Wy odnajdziecie je również w moich maleńkiej  pierożkach, w których zawarta jest łyżeczka miłości ze szczyptą…

Tiramisu

Siedzę na słynnych Hiszpańskich Schodach, jest głęboka wiosna i wzdłuż schodów ustawiono gliniane donice z azaliami, tworząc przepiękny kontrast z jasnobeżowymi murami budynków. Ten urokliwy zakątek pełen lokalnego kolorytu, usytuowany przy ruchliwej Via del Corso, od wielu pokoleń jest miejscem spotkań turystów i artystów. Przyglądam się dzieciakom bawiącym się przy Fontana della Baraccia, usytuowanej u podnóża fontanny, siedzący na schodach artysta o długich kruczoczarnych włosach stara się zatrzymać ten obraz szkicując go zaciekle w ołówku. Nieco powyżej dwoje zakochanych w sobie ludzi wymienia tajemnicze spojrzenia i gorące pocałunki. Spoglądam na wciąż błękitne niebo, dostrzegam jednak ciężkie chmury nadciągające od strony Via de Condotti, słynnej ekskluzywnej dzielnicy. Po kilku minutach ogromne krople deszczu zaczynają opadać z wielką siłą i rozbryzgiwać się o rozgrzane kamienne ulice. W jednej chwili plac pustoszeje, a ja kieruję swój bieg właśnie w kierunku Via de Condotti,

Musaka

Maleńka mieścina, wrzesień w pełni, wiatr zrywa już delikatne pożółkłe liście z czubków drzew. Przejazd samochodem wąskimi uliczkami graniczy czasem z cudem. Domy z odrapaną kolorową elewacją, kutymi balkonikami, na których rozrastają się bugenwille nieustannie odrywają moją uwagę od prowadzenia samochodu. Przepiękne krajobrazy to nie jedyny element utrudniający pokonanie trasy, nagle na drogę wylęga stado kóz, niby nic dziwnego w takich okolicznościach przyrody, a jednak....kozy stanęły na środku i z wielkim zaciekawieniem obserwują mój pojazd. Sytuacja ta trwa wystarczająco długo żebym na skraju drogi dostrzegła furgonetkę wypchaną po brzegi warzywami. Jako, że kozy nie dają za wygraną, a w pobliżu brak kogoś kto mógłby je ogarnąć, parkuję niezdarnie na poboczu i ruszam w kierunku obwoźnego warzywniaka. Po kilku minutach wracam z lnianą torbą wypchaną po brzegi bakłażanami, cukiniami, papryką i czerwoną cebulą. Dotarłszy do samochodu znajduję mój słomiany kapelusz z wygryzioną spor…

Kotlet schabowy [ inaczej ]

Wszyscy lubimy czasem powracać do smaków dzieciństwa i fundujemy sobie dania przenoszące nas do domowych pieleszy, gdzie siedząc na drewnianym taborecie i machając beztrosko nogami jako dzieciak zajadamy nasze ulubione danie. Jedni myślą wtedy o babcinych racuchach z jesiennych jabłek wprost z sadu za domem, inni o kotletach mielonych z ziemniaczanym pure, które mama robiła co sobotę, jeszcze inni o najlepszej na świecie zupie pomidorowej gotowanej przez babcie w krzywym, emaliowanym rondelku. Bez względu na to co kojarzy nam się z dzieciństwem warto pielęgnować te wspomnienia, bo czy jest coś bardziej kojącego niż zapach i smak rodzinnego domu? Zapewne niewiele rzeczy - zatem i ja spełniał kulinarne życzenia moich domowników, tych małych i dużych dzieci ;) oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wtrąciła czegoś od siebie i zamiast tradycyjnych ziemniaków z koperkiem zaserwowałam słodkie, pieczone ziemniaki,  a kotleta panierowałam dodatkowo w parmezanie. Zdaję sobie sprawę, że zapewn…

Gołąbki z kaszą gryczaną

Zaglądam do kuchni przez dziurkę od klucza, w domu rozchodzi się zapach smażonej kapusty i masła, nęcąc sowicie moje kubki smakowe. Uchylam ogromne, emaliowane drzwi, na stole leżą resztki białej kapusty i sporych wielkości zwój kopru, bosą stopą wyczuwam na linoleum rozsypane kilka ziarenek kaszy, wyskakuje na krzesło i z ustawionej na parapecie klatki wyjmuje biało-czarnego królika, kładę go na stole i patrzę jak zawzięcie wcina resztki chrupiącej  kapusty. Zerkam prze okno, na dole rozciąga się znane mi podwórko, dzieciaki zwisają z trzepaka, skaczą w gumę, grają w kapsle. Jest letnie, sobotnie popołudnie, w kolo wyraźnie można wyczuć weekendowy luz, a z okolicznych okien wydobywające się zapachy sobotnich obiadów. Zakamarki mojego domu wypełnia dziś zapach gołąbków, gotowanych ziemniaków, koperku i masła, a najlepsza jest ta lekko podpalona kapusta z dna rondla... Smacznego! 

















Ciasto z orzechów włoskich [ KARYDOPITA ]

Odsuwam lekko jedną z luźnych desek w płocie i wnikam ukradkiem do ogrodu. Nigdy niekoszona trawa, sięga mi już do kolan, zmierzam w znanym mi kierunku, miłe łaskotanie trawy nagle zmienia się w piekące uczucie w okolicach łydki..."auuu, znów te pokrzywy", przyspieszam kroku, drapiąc się nieustannie po spuchniętej już łydce, docieram do celu, jeszcze tylko mała wspinaczka po zwisającej linie i już znajduję się w domku na ogromnym orzechu. Sięgam po zaśniedziałą metalową puszkę, w środku zbiór muszki i kamyków, kilka szkiełek przypominających kryształy, kolorowa wstążka i..... cukierki toffi. Odpakowuję jednego i w tej samej chwili zapominam o piekącej nodze. Spoglądam prze dziurę w desce, nad głową zwisają dojrzałe już orzechy włoskie, a w oddali znów stoi uwiązana krowa, jest tutaj od zawsze i patrzy na mnie przeżuwając soczystą trawę. Nagle do mych uszy dobiega okrzyk mamy, "Czas na obiad" 

Sałatka grecka

Zatrzymujemy samochód w uroczej zatoce przy dość mało imponującej restauracji o tajemniczo brzmiącej nazwie Bukari Restaurant. Stoliki ustawiono wzdłuż mało uczęszczanej plaży, znajdujemy jeden wolny, nakryty papierowym obrusem, siadamy nieśmiało i zaczynamy wertować niezbyt długie menu, wybór jednogłośnie pada na tradycyjną grecką sałatkę z czosnkowym chlebem. W morze wysunięty jest prowizoryczny pomost, zbity z krzywych pni drzewa i nierównych desek, widok niebywale spokojnej tafli morza i jej szmaragdowy kolor, nie musi nas dłużej kusić by w oczekiwaniu na zamówienie zażyć morskiej kąpieli. Tę sałatkę dedykuje naszym przyjaciołom, Iwonie i Wojtkowi, z którymi skonsumowaliśmy niejedno doskonałe greckie danie i spędzili wiele czarujących chwil. Warto zaznaczyć, że prawdziwa grecka sałatka nie posiada w składzie nic poza ogórkami, słodkimi pomidorami, chrupiącą czerwoną cebulą, oliwkami z pestki i genialną oryginalną fetą, a do tego jedynie doskonała oliwa i chrupiące pieczywo - smacz…

Polędwiczki z marynowanymi szparagami i sosem grzybowym

Krok za krokiem, stąpam boso po zielonej trawie, na której wiatr położył już kilka żółty brzozowych liści. W zakolu ogrodu wybujałe hortensje wyciągają swoje gałęzie w stronę wrześniowego słońca, po blado różowym kolorze ich kwiatostanów wiem, że jesień już blisko. Na płocie czerwieni się bluszcz, nadając cudowny kontrast wciąż zielonemu krajobrazowi. W brzozowym zagajniku toczy się gra kolorów, to kwitnące wrzosy tworzą tam iście bajkowy obraz, kontrastując wszystkimi odcieniami fioletu z biało-czarną korą drzew. Nagle pośród trawy dostrzegam brunatny kapelusz, "a jednak, kozaki znów upodobały sobie mój trawnik, nie jeden raz urozmaicą moje jesienne dania"























Ciasto razowe z brzoskwiniami

Powrót z wakacji rozpalił we mnie dziką wręcz rządzę zjedzenia domowego ciasta. Zbiegam więc wcześnie rano po zimnych stopniach, bosymi stopami wyczuwam rozsypany gdzieniegdzie piach. Docieramy do kuchni i już wiem, że  utopię w cieście duże, rumiane brzoskwinie, spozierające na mnie zza słoika z musli. Otwieram spiżarkę, zapalam światło rozglądam się nerwowo za szklanym pojemnikiem z mąka, zmalawszy go okazuje się ze biały pył osiadł jedynie z ścianach naczynia, mąki brak, chwytam więc za słój mąki razowej, w głowie już układa się plan działania. Po dłuższej chwili dom wypełnia cudowny zapach pełnoziarnistego wypieku i owoców....

Hot Dogi

Plac w samym środku portowego miasta tętni życiem, na ustawionej scenie odbywają się folklorystyczne występy, którym przyglądają się grupy turystów. W powietrzu unosi się zapach jedzenie z grilla, dym wędzi kawałki mięs i słodkie kolby kukurydzy. Do ogromnego grilla podbiega trójka dzieciaków, chwytają w garść złote kolby i odbiegają w zacisze pobliskiego parku. Zmierzam w kierunku głównego deptaka, które tętni nocnym życiem, puby i restauracje pełne są ludzi młodych i starszych, życie płynie tutaj w wakacyjnym stylu. Na stolikach dominują tutejsze antipasti, zielone i czarne oliwki, surowa szynka, ser feta i grube pajdy białego chleba podsmażonego z czosnkiem. Zasiadam przy bocznym stoliku, zmawiam orzeźwiającego drinka i przyglądając się spacerowiczom doznaję swoistego ukojenia...


















Kurczak po malajsku

Podróżuję samochodem, z powodu zdjętego dachu wiatr rozwiewa i plącze moje włosy, związuje je więc czarną chustką. W okół panuje błogi spokój, krajobraz cudownie uspokaja swoją monotonią. Postanawiam zatrzymać się na zboczu góry, w dole rozciąga się przepiękny widok na otwarte morze, wcinające się w głąb lądu tworząc urokliwe zatoczki. Stoję pośród gaju oliwnego, panuje idealna cisza, słychać jedynie cykady i przefruwającego co jakiś czas owada. Powietrze przesiąknięte jest zapachem obficie kwitnących bugenwilli, pnących się po białej ścianie stojącego nieopodal domu. Nagle do mych uszu dobiega niewyraźny szmer, odwracam głowę i dostrzegam uwiązanego do drzewa konia. Jego biała niczym śnieg sierść, przepięknie kontrastuje z ciemno zielonymi, błyszczącymi liśćmi drzew oliwnych, obraz niczym z pocztówek z wakacji, ja ma na szczęście kilka takich w swojej głowie...;) Gałka muszkatołowa to król tego dania, jako że muszkatołowiec pochodzi  z Wysp Banda (częściMoluków zwanych Wyspami Korze…

Zupa z cukinii

Wśród gęsto zarośniętej grządki dostrzegam żółte, podłużne kwiaty cukinii. Rozchylam je lekko w poszukiwaniu okazałej cukinii, jednak zamiast tego moim oczom ukazują się dwa ogromne ślimaki, którym najwyraźniej zasmakowały soczyste, zielone liście cukinii. Jest....jednak obietnica spełniona, dorodna cukinia ląduje w moimi koszyku. Zmierzam w kierunku domu, stawiam koszyk w sieni i idę umyć zabrudzone ziemią ręce. Moje zaciekawienie wzbudza dobiegający z sieni łoskot, nie mogąc zidentyfikować go z niczym konkretnym, wychylam z łazienki głowę i.....o nie Mela!!! moja cukinia!!!! Pies ucieka w cukinia w pysku, nawet nie próbuję go zatrzymać i tak pożre ją w biegu.....czy naprawdę wszyscy mają aż taką ochotę na cukinię?

Makaron z klopsikami w sosie śmietanowym

Mrówki wspinające się na drzewo, pępek Wenus, pędzące chmury, gruby ślimak, koło furmanki, anielskie włosy i kapelusz duchownego. Co jeszcze poza wyszukanymi nazwami makaronów może inspirować kucharzy do nadawania im tak niepowtarzalnych nazw? Dawniej pasta cieszyłatylko szlachetne podniebienia, dziś, na szczęście jest dostępna dla każdego i stała się jednym z podstawowych składników naszego pożywienia. Jeśli chodzi o makarony to nie ulega wątpliwości, że rajem dla ich smakoszy są Włochy. Włoskie dania z makaronem zazwyczaj promują lokalne przysmaki. Rzymianie lubią  mięsne sosy z dużą zawartością pomidorów, podczas gdy mieszkańcy Sardynii posypują swoją pastę suchym pikantnym kawiorem. Włosi z północy dodają do makaronu czysty rosół lub masło śmietankowe i świeżo starty ser Parmigiano-Reggiano, natomiast Włosi z regionów południowych - sardynki i sardele.

Focaccia z cukinią

Chleb pod różnymi postaciami jest jedzony we wszystkich zakątkach Świata. Pojawia się na stole przez cały dzień, na śniadanie maczany w jogurcie, na lunch podawany z różnorodnymi dodatkami, do popołudniowej herbaty smarowany dżemem, a na obiad w smakowitym towarzystwie duszonego mięsa. Począwszy od najprostszego, przaśnego, płaskiego  chleba po misternie udekorowane bochenki, chleb oznacza zarówno pożywienie, jak i świętowanie. Można podawać różne warianty focacci, posypując wierzch posiekanymi ziołami, suszonymi pomidorami, czarnymi oliwkami lub serem, zerknij również (tutaj)

Placuszki serowe z dynią

Moje dzieci przepadają za wszelkiego rodzaju placuszkami, właściwie to można śmiało powiedzieć, że są od nich uzależnione, jeśli i Wasze pociechy również gustują w tego typu daniach to na pewno zasmakują im placuszki serowe z potartą dynią i rodzynkami. Dynia słodka i łagodna w smaku połączona z odrobinką świeżego imbiru nadaje jej charakteru, a rodzynki i ser to klasyczne połączenie naleśników i placków. Do placuszków polecam konfiturę brzoskwiniową lub morelową, choć dzieciaki z pewnością poproszą bez dodatkowych sosów ;) "Mamo, przecież najlepsze są bez niczego, no i oczywiście mogę do rączki?" zanim odpowiadam znikają już w czeluściach ogrodu, goniąc się i wrzeszcząc wniebogłosy, z plackami w dłoni....:)

Zupa krem z kurek z grzankami

Sezon grzybowy rusza...na targowiskach i przydrożnych straganach spotkać można sympatycznych ludzi handlujących leśnymi skarbami. Metalowe bańki i szklane słoje wypełnione po brzegi naszymi rodzimymi jagodami, nie są tak okazałe jak borówki amerykańskie, ale za to przywołują na myśl dziecięce wyprawy na jagody, ja zawsze nabijałam te czarne kuleczki na ostre kłosy trawy i w ten sposób zjadałam. W koszykach grzybiarzy dominują cudownie żółte, ubóstwiane wręcz przeze mnie grzyby - kurki, znakomite do sosów do mięsa, świetne do risotta i makaronów z sosem śmietanowym, ciekawie lądują w omlecie, ale ja dziś miałam ochotę na zupę krem......

Leczo

Dobrze wszystkim znane leczo, przyrządzam zawsze u schyłku lata, wtedy to właśnie stragany warzywne pełne są dojrzałych w słońcu pomidorów i papryk. Tradycyjne leczo pochodzi z Węgier i jest podawane głównie jako dodatek do mięsa, ja wolę jednak jednogarnkową wersję tego dania w mięsem w środku, w postaci kiełbasy i boczku. Dodaję również bakłażany i cukinie, obok których nie da się obojętnie przejść na straganie, tym sposobem moje leczo zbliża się bardziej do francuskiego ratatouille. Uwielbiam podawać je z chlebem o chrupiącej skórce i miękkim, wilgotnym środku, które świetnie sprawdza się jako gąbka dla dużej ilości, głębokiego w smaku sosu pomidorowego.

Flammkuchen z pieczonymi warzywami

Stojąc pośród złotych słoneczników, które schylają już swoje ciężkie głowy do ziemi, dobiegają mnie odgłosy miasta, a właściwie wsi. Wesołą muzyka pobrzmiewa coraz głośniej, napełniając mnie coraz to większą ciekawością odkrycia celu tejże zabawy. Wokół,  na konarach najwyższych drzew, jesień zaczyna malować swoje barwy, zmierzam aleją klonów w kierunku miasteczka. Moim oczom ukazuje się kręta uliczka z ciasną zabudową w stylu alzackim, wysokie budynki zdobią wylewające się z okien kobierce kwiatów, a na wietrze trzepoczą kolorowe flagi. Nagle z bocznej uliczki dobiega mnie dziecięcy krzyk i moim oczom ukazuje się, jeden z chłopców trzymający w dłoni pęk kolorowych balonów i uciekający przed siebie, a za nim podąża zgraja rozkrzyczanych dzieciaków. Chłopiec mijając mnie szeroki łukiem potyka się i upada z hukiem tuż obok mnie, a wszystkie balony rozsypują się w powietrze tuż nad moją głową....

Owsiane batony

Pierwszy dzwonek właśnie rozbrzmiewa, gromadząc dzieciaki w murach szkoły, tornistry wypełniają pachnące, czyste zeszyty, dobrze naostrzone ołówki, a gdzieniegdzie, z zakamarków, wysypuje się jeszcze nadmorski piasek. Stojąc na korytarzu, podpieram szkolne parapety i z lekkim rozrzewnieniem spoglądam na jeszcze zielone drzewa, choć można już się dopatrzeć spadających liści, moje myśli wciąż krążą wokół wakacyjnych wojaży. Sięgam do tornistra, próbując po omacku zlokalizować drugie śniadanie, jednak moje zainteresowanie wzbudza inny obiekt spoczywający na dnie mojej torby, to maleńka karbowana muszelka, jakim cudem nie uległa zniszczeniu kiedy pakowałam książki? Wsuwam znalezisko do kieszeni spodni i.....o nie dzwonek na lekcję, znów nie zjadłam śniadania....Jeśli i Wy nie macie czasu i głowy na śniadanie polecam batoniki owsiane, przygotowuje się je w mgnieniu oka, a smakują doskonale nawet kilka dni!




















Sernik na zimno z jeżynami

Te czarne maliny dojrzewały na moim krzaku przez całe lato, pochłaniając łapczywie każdy promyk słońca, teraz u jego schyłku są już pełne słodyczy i pragną zaskakiwać mnie w kuchni, głównie w słodkich odsłonach. Jeżyna to dość wdzięczny temat, owoc o pięknym kolorze i niezbyt słodki, nawet mocno dojrzałe okazy pozostawiają na języku odrobinę cierpkości. Jeżyny doskonale wykańczają desery, pięknie wyglądają na surowo zatopione w galaretce, koniecznie jasnego koloru. Ja co roku przygotowuję konfiturę jeżynową z odrobiną cynamonu i mielonych goździków, dodając ją do herbaty w jesienno-zimowe wieczory przywołuję w pamięci gorące popołudnia kiedy rwałam je z krzaków, a palce miałam ubrudzone od ich soku....