Przejdź do głównej zawartości

Posty

Okoń z grilla z frytkami toskańskimi

Już świta, otwieram ostrożnie okno, żeby nie przestraszyć skrzeczącej w gąszczu brzozowych gałęzi wilgi. Ku moim oczom ukazuje się parująca tafla jeziora, porastające je wokół pałki wodne wyglądają teraz jakby lewitowały w powietrzu, co jakiś czas na tafli wody tworzą się kręgi, to karpie wynurzają się jakby chciały zaczerpnąć powietrza, jest cicho i spokojnie, jedynie ta wilga bezustannie nawołuje z czeluści drzew. W głąb jeziora wcina się długi drewniany pomost, na którym siedzi człowiek, sądząc po jego bezruchu i zwieszonej głowie ....śpi...nagle zrywa się na równe nogi, żyłka napręża się, kołowrotek kręci jak szalony, człowiek chwyta wędkę i jednym szybkim ruchem zacina, wędka wygina się w pół, żyłka zanurzona w wodzie miota się we wszystkie strony, w końcu...... uspokaja się...człowiek holuje zdobycz w stronę pomostu, nagle z omglonych zarośli wylania się stado jeleni, wchodzą do wody, zaczynają gwałtownie poruszać głowami robiący tym samym ogromne poruszenie w s...

Ciasto piknikowe

Gdy tylko letnie słońce zaczyna ogrzewać miasto, przepędzając szarówkę kapryśnej wiosny, szukam sielskich klimatów, rozkoszuję się wtedy zapachem pól oraz świeżo skoszonej trawy, widok maków i chabrów pnących się do słońca spośród kłosów zboża sprawia, że chciałabym zatrzymać ten obraz na zawsze, ale póki co pakuję kosz piknikowy i wyruszam na pobliskie łąki. Rozkładam koc pod samotnie rosnącą olbrzymią brzozą, wokół kwitną wysokie stokrotki, mlecze i fioletowe dzwonki, tworząc kolorowe połacie, które z lotu ptaka zapewne tworzą gigantyczny patchwork. Wyjmuje książkę i wciskam na głowę słomkowy kapelusz, wertuję strony, lustrując każdą ilustracje kulinarną, zgłodniałam od tego...sięgam do koszyka i wyjmuje ciasto piknikowe, odłamuje kawałek, kilka większych okruchów spada na koc, opędzając się od dwóch nachalnych pszczół próbuję skupić się na czytaniu. Nagle dostrzegam sznur zwinnych mrówek paradujących odważnie wzdłuż mojego ramienia, z których każda niesie na plecach maleńki okru...

Tiramisu 5 smaków

Mam w głowie taki oto obrazek z przeszłości...letnie, późne popołudnie, słońce chyli się ku zachodowi, wracam do domu, nie pamiętam skąd, pamiętam jednak, że nie podróżuję sama...na skórzanym siedzeniu kierowcy siedzi uśmiechający się do mnie co jakiś czas młody mężczyzna, w dłoni dzierży staromodna kierownicę. Podróżujemy śmiesznym, małym samochodzikiem, ze zdjętym dachem, dzięki czemu wiatr wkrada się brutalnie do kabiny, sięgam szybko do torby i wyjmuję chustę, związuję nią zmierzwione już włosy. Toczy się dyskurs o wszystkim i o niczym, ale doskonale się bawimy....nagle samochód zatrzymuje się z piskiem opon, mężczyzna wyskakuje z samochodu i.....wskakuje, niczym przerażony szarak, w gąszcz rosłych już łanów zboża...znika...i nagle pojawia się z wątłym makiem w dłoni ;) wręcza mi go, wzbudzając tym samym mój szczery uśmiech, zanim jednak dojedziemy do domu z kwiatu ujdzie zupełnie życie, mak jednak zrobił swoje...ten mężczyzna po dziś dzień podróżuje razem ze mną......

Krem szparagowy

Zdejmuję lekko ubłocone chodaki, po tych ulewach ogród nie wchłonął jeszcze nadmiaru wody, stawiam koszyk z warzywami, zbyt długa marchewka wywiesza się na wewnątrz, potrząsam nią, grudki ziemi opadają na podłogę, ech później posprzątam, o nie znów ten pies, wpada za mną do domu, jak zwykle zostawiając brudne ślady, zanim zdążę krzyknąć siedzi już na kanapie i gapi się na mnie żałośnie swoimi wielkimi oczami, jakby chciał powiedzieć, że mu przykro...Wchodzę do kuchni, wyjmuje duży garnek, mam sporo warzyw do ugotowania, uwielbiam gotować buliony, dom jest przesiąknięty zapachem warzyw, na pierwszy plan wysuwa się marchewka i kędzierzawa pietruszka, w tle wyczuwa się aromat porów i selera a wszystko zwieńcza opalana cebula i czosnek, no i oczywiście liść laurowy - uwielbiam jego charakterystyczny zapach. To są aromaty mojego dzieciństwa, zamykam oczy i cofam się o kilka, no może kilkanaście lat ;) do rodzinnego domu, jest niedziela rano, a mnie budzi zapach gotowanego prz...

Polędwica wieprzowa "po prostu"

Rzeki samochodów płyną zewsząd i w różnych kierunkach, drogi splątują się niczym linguine na talerzu, słychać szum silników, odgłosy klaksonów, ludzie nerwowo wciskają pedał hamulca, czerwone...zielone...stój...jedź i tak bez końca," ... I kręci się, kręci się koło za kołem,I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!Po torze, po torze, po torze, przez most,Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas..."  to biznesmen zagoniony stojący w korku, to elegancka młoda kobieta, nerwowo stukająca szpilkami po przedszkolnych schodach, to studentka goniąca autobus, której właśnie wiatr rozwiał notatki, oraz młody mężczyzna z bukietem słoneczników biegnący wzdłuż peronu ku ślicznej dziewczynie, ale nagle stop....na pasy wtargnęła para staruszków, trzymających się za ręce i niosących staromodną sznurkową torbę na zakupy...(notabene kto w dobie plas...

Tarta z truskawkami pod karmelową kruszonką

Zmierzam prosto do domu...znów leje...spod naciśniętego na głowę kaptura ledwo widzę czubki swoich butów, ale nagle.....o matko i córko, komu w taka pogodę chce się tutaj siedzieć. Mój wzrok ściągają rzędy kobiałek, w których czerwienią się najpiękniejsze truskawki jakie kiedykolwiek widziałam, no nie nawet w taka pogodę mój kulinarny kornik   mnie prześladuje. Podnoszę wzrok i dostrzegam starszego pana, który uśmiecha do mnie spod sumiastego wąsa, on już wie, że ja nie przejdę obojętnie obok tych słodkich rubinów..... a Panu deszcz nie przeszkadza? ..... eh, Panienko, pogoda jak każda inna, zawsze po deszczu wychodzi słońce, a mnie wystarczy pogoda ducha...Panienka weźmie, niedługo koniec sezonu i tęsknota  za nimi długa..."Panienko" ha, byłoby miło....Pan pakuje dwa koszyczki... ale teraz to już prosto do domu, reperować moją pogodę ducha ;) Właściwie to nie wiadomo co tak zachwyca w tej tarcie, czy to truskawki w śmietankowej glazurze...

Linguine z krewetkami

Otwieram oczy....przez szczeliny w okiennicach  do ciemnego pokoju wkradają się promienie słońca , tworząc jakby sieć złotych nitek, wpadających wprost do mego łóżka, stąpając po zimnej podłodze podchodzę do okna, jednym ruchem ręki otwieram okiennice...głośno skrzypią, odstraszający tym samym dwie koczkodanki..... znów czyhają na moje bibeloty. Słońce zalewa pokój swym jasnym blaskiem.  Zamykam oczy, słyszę szum fal dobijających do brzegu, powietrze jest gorące i słodkie....przesycone zapachem akacji i innych kwiatów, których nazw nawet nie staram się zapamiętać. Na brzegu stoi kuter rybacki, maleńcy ludzie wyładowują kosze na brzeg....ciekawe co kryją w sobie...zaciągam mocno powietrze, zapach morza podrażnia moje podniebienie, chcące skosztować zmysłowych darów morza......to obrazek z wakacji, który zawsze pozostanie w mojej głowie, a ja postaram się odtworzyć wakacyjny klimat  na talerzu....