Przejdź do głównej zawartości

Jak smakuje Paryż w weekend


Witam się z Paryżem kiedy jeszcze miasto spowija poranna mgła, kiedy nad wciąż jeszcze uśpionym miastem zza chmur zaczęło nieśmiało wyglądać przytłumione słońce. Z przewodnikiem w dłoni, podręczna torba i czarnym trenczem pod pachą próbuje ustalić gdzie właściwie się znajduje, przewodnik jakby nie chęć współpracować,  ruszam wiec przed siebie zaglądając po drodze we wszystkie witryny sklepowe. Po kilkudziesięciu minutach spaceru dość ruchliwą ulicą zaczynam walkę z uwierającym butem i obezwładniającym głodem, szczerze nie znoszę być głodna. W panice zaczynam rozglądać się za czymś do jedzenia, niestety boulangerie zaczynają prace za godzinę. W popłochu przeszukuje zawartość  swojej torby i....poza zgniecionym przez książkę croissantem nie ma w niej nic, cóż za ironia losu - ja w samym środku kulinarnej mekki, w stolicy croissantów o głodzie z zeschniętym croissantem w torbie! W końcu docieram do Rue de Ecoles i szybko odnajduję swój hotel, na rogu dobrze wyglądające Bistro, ale cóż kelner dopiero leniwie rozstawia ratanowe krzesełka.  
 ©Tour Eiffel – Illuminations – Pierre Bideau
Czy można to magiczne miasto zwiedzić w trzy dni? Odpowiedź jest oczywista, nie da się i nawet nie ma sensu próbować, co nie oznacza, że nie warto tam pojechać na trzy dni i dać się porwać paryskiemu klimatowi, przesiąknąć nim, chłonąć każdą cząstką własnego ciała, po prostu poczuć się wyjątkowo, wszak jesteśmy w PARYŻU, w stolicy wszystkiego co najlepsze. Oto subiektywny flesz z trzydniowej eskapady do kolebki kultury, sztuki, dobrego smaku i stylu. 
Szukając odpowiedzi na nurtujące pytanie co warto zwiedzić w pierwszej kolejności, nie sposób wskazać jednego miejsca w tak naszpikowanym atrakcjami mieście jakim jest Paryż. Oczywiście byłoby niewybaczalnym grzechem wyjechać stąd nie nasyciwszy wzroku wieżą Eiffla, ale to nie jedyny zapierające dech w piersiach widok, ja stanów eufori i zachwytu miałam co najmniej kilkadziesiąt. W Paryżu zachwycało mnie dosłownie wszystko, od przepięknych, strzelistych kamienic zdobionych okiennicami, kutymi balustradami balkonowymi i drzwiami o jakich tylko mi się śni, po znane zabytki architektoniczne, ale nie byłabym sobą gdybym nie starała się prześwietlić paryskiego menu. 
Zacznijmy od początku. Hotele w centrum Paryża nie należą do tanich, żeby nie powiedzieć są okrutnie drogie, ale można znaleźć maleńkie, stare hoteliki w strefie "0", które swoim niepowtarzalnym charakterem zakotwiczą nas jeszcze bardziej w paryskim klimacie. Warto zatem poszukać jednak czegoś w ścisłym centrum, chcąc zwiedzać i poczuć klimat koniecznie musicie mieszkać w samym sercu miasta. Mnie udało się ulokować w klimatycznym hotelu na lewym brzegu Sekwany Claude Bernard w pobliżu dzielnicy Łacińskiej, w otoczeniu takich zabytków jak ogrody Luxembourg, Plac św. Michała, Sorbona, katedry Notre Dame czy Panteonu. Cena - do zniesienia, biorąc pod uwagę, że to stary hotelik.



Przemieszczanie się - jest kilka możliwości: pieszo, rowerem, autobusem miejskim lub wodnym, metrem, ja wybieram pieszo i autobus, głównie dlatego że wciąż biegam z aparatem, dlatego, że  uwielbiam zatrzymywać się w uliczkach, przy witrynach boulangerie czy pâtisserie, lub po prostu przyglądać się toczącemu się życiu. Autobus w takich wypadkach sprawdza się równie dobrze, zwłaszcza jeśli chcemy się przemieścić gdzieś dalej. Co do rowerów, nie próbowałam, ale podróżowanie nim wymaga odwagi, po pierwsze są strasznie ciężkie po drugie ulice Paryża nie należą do spokojnych. Autobus wodny tzw. Batobus to bardzo dobra alternatywa dla szybkiego przemieszczania się między lewym, a prawym brzegiem Sekwany. Bilety kupujemy na dzień lub dwa i korzystamy do woli, wsiadamy i wysiadamy przy wszystkich najważniejszych zabytkach. Metro, hmmm no cóż, najszybszy środek lokomocji, ale jednocześnie najmniej atrakcyjny. Sieć metra jest bardzo dobrze rozwinięta, ale mnie to jednak nie przekonuje, podróżowanie pod ziemią to dla mnie strata cennych widoków. 

Podróżując pieszo, klucząc uliczkami można nagle natrafić na zaskakujące widoki, któż by nie chciał takiej miejscówki....to zdjęcie zrobiłam wcześnie rano w poszukiwaniu croissanta i kawy. 




Co warto, otóż na pewno powłóczyć się brzegami Sekwany, kierując się w stronę Jardin des Plantes, podziwiać katedrę Notre Dame, stąd prezentuje się najpiękniej, przystanąć na moście miłości gdzie zakochani zawieszają na pamiątkę kłódki z inicjałami.

Jeśli będziemy mieli szczęście to spacerując wzdłuż Sekwany, w przeciwnym kierunku, czyli Dzielnicy Łacińskiej i Placu św Michała, możemy natrafić na "zielonych bookinistów". Nazwa wzięła się stąd, że pasjonaci starych książek wystawiają swoje zbiory w zielonych drewnianych budach, ustawionych wzdłuż bulwarów Sekwany. Można tam znaleźć prawdziwe perełki, nasycić oczy pięknymi rysunkami i plakatami i poszperać w poszukiwaniu starych książek kulinarnych ;) 





Jedzenie - stanowczo warto jadać na mieście i to od samego śniadania po późne godziny nocne, absolutnie nie wybierajcie hoteli ze śniadaniem, nigdzie nie zjecie tak dobrze jak w przydrożnych boulangerie czy pâtisserie, które w Paryżu są praktycznie na każdym rogu. Oto kilka pyszności które na pewno musicie skosztować. Zacznijmy od śniadania, otóż klasyczne paryskie śniadanie to kawa z mlekiem (cafe au lait), croissant, masło i dżem, w wersji bogatszej dostaniemy sok ze świeżych pomarańczy, a jeśli jesteśmy bardzo głodni to optymalna będzie wersja nr 3 z omletem. W paryskim bistro zapewne zjemy też pyszne crêpes (to te z mąki pszennej) lub galettes (z mąki gryczanej). Niegdyś serwowano je na wynos, dziś to już rzadkość. Klasyczne crepes complete podawane jest w formie kwadratu z jajkiem sadzonym, serem comte lub gruyere, oraz jambon de Paris. Ponieważ Francuzi nie jadają kanapek rękami, głównie dlatego, że często jedzą kanapki z lejącym się zółtkiem jaja, do czego konieczny jest nóż i widelec, to w bistro również dostaniemy Croque-monsieur, czyli francuski tost z szynką i serem, to coś co trzeba zjeść. Jeśli trafimy do dobrej kafejki i będziemy mieli szczęście to dostaniemy croque-monsieur zrobione z pain levain czyli chleba na zakwasie lub nawet pain Poilâne, najsłynniejszego chleba we Francji wypiekanego w piekarni w piecu opalanym drewnem przy rue Charche-Midi. To jednak do skonsumowania w bistro, a co jeśli chcemy zwiedzać, z pomocą przychodzą wspomniane boulangerie czy pâtisserie, tam można dostać prawdziwego oczopląsu, a zapach rozkłada nas na łopatki. Wszechobecne są świeże bagietki z domowymi wyrobami wędliniarskimi, typowymi dla Francji rzecz jasna, przeróżnymi pate, słynną jambon de Paris czyli gotowaną szynką, czy kawałkami konfitowanej kaczki. Absolutnie pyszne guiche fromage, mnie udało się zjeść jeszcze ciepłe zawinięte w woskowany papier. Chrupiące palmiery, croissanty, brioche, zawijasy z rodzynkami i wiele, wiele innych wyrobów piekarniczych wprost rozpieszcza nasze podniebienia. 








Po dodatki do bagietek najlepiej udać się na targ, tam dostaniemy przeróżne sery i wędliny, uwierzcie mi, że różnorodność serów sprawia, że nigdy się nie znudzą, mnie trundo było się zdecydować na jeden, smakowały mi absolutnie wszystkie, stąd zakupy były sowite ;) 









Jeśli najdzie nas ochota na coś bardziej konkretnego to trzeba zjeść soupe aux oignons, klasyczną z dobrze skarmelizowanej cebuli, z grzanką i dobrym serem, zapieczoną w cudownych kokilkach o których wciąż marzę, właściwie wszędzie w Paryżu zupa cebulowa jest podawana i właściwie wszędzie smakuje bosko. 




Po sowitym śniadaniu wybierzmy się pod wieżę Eiffla, warto zjeść śniadanie zanim tam ruszymy bo nieważne o której przybędziemy i tak czeka nas kolejka, a w pobliżu nie ma restauracji. Warto zobaczyć wieżę od strony Placu Trocadero, idąc w dół schodami po drodze mijamy urocze karuzele, ale niestety brak ratujących nam życie boulangerie. 




Na wieżę Eiffla koniecznie wybierzcie się dwa razy, za dnia żeby podziwiać panoramę Paryża, uwaga, na sesje fotograficzną nadaje się przedostatnie piętro, na samym szczycie widok szpeci krata, wiec żadne selfie nie wyjdzie ;) Drugą wizytę zaplanujcie nocą, wprawdzie nie można już wjechać na górę, ale nocą wieża prezentuje się doskonale.


 ©Tour Eiffel – Illuminations – Pierre Bideau


 ©Tour Eiffel – Illuminations – Pierre Bideau








W czasie city tour koniecznie znajdźcie czas na kawę i coś słodkiego, w tej dziedzinie Francja znów bije na łeb i szyję. W paryskiej kafejce spotkamy się z tzw. café gourmand, to espresso i zestaw mini deserów, zwykle podawane są makaroniki, magdalenki, brownie, szarlotki wszystko w wersji mini. Uwaga, jeśli chcecie kupić makaroniki dla przyjaciół, to koniecznie zróbcie to będąc jeszcze w Paryżu, absolutnie nie na lotnisku, tam jest tylko jedno stoisko i ceny są astronomiczne. W paryskich cukierniach można zakupić ślicznie zapakowane makaroniki w różnych smakach i to wszystko w normalnej cenie, to bardzo udany prezent z Paryża i nie martwcie się nikt Wam tego nie wyrzuci na lotnisku - sprawdziłam! ;) 





 Jeśli jednak mini wersje to dla Was za mało, musicie skosztować słynnej meringue lemon pie oraz eklerków, kawowe to mój numer 1, naprawdę nigdzie nie jadłam tak pysznego eklerka! To tzw "must eat it" Paryża!



Poza tym:

- posłuchajcie ulicznego grajka na jednym z licznych mostów Paryża


- posiedźcie pod kasztanami na brzegu Sekwany


- wypijcie kawę na Avenue des Champs-Élysées i posłuchajcie słynnego  "Aux Champs Elysees", które tutaj brzmi wyjątkowo



- zróbcie sobie śmieszne zdjęcie pod Moulin Rouge


- a może uda Wam się zawitać na targ żywności, nade mną czuwa jednak kulinarny duch, kto by pomyślał, że tuż pod moim hotelem w sobotę zobaczę takie obrazy...;) pozostawię to bez komentarza, wszak słowa są zbędne ;) 












Koniecznie wybierzcie się na wzgórze Montmartre, to historyczny fragment Paryża, a zarazem najpiękniejszy. Pasiaste markizy, brukowane uliczki, ożywiane place tej znanej dzielnicy na szczycie wzgórza oraz warta pielgrzymki Bazylika Sacre Coeur. Świątynia oraz sklepy z rękodziełem zachęcają do pieszych wycieczek, jednak ciągła aktywność na Montmartre wabi nie tylko amatorów spacerów po uliczkach godnych planów filmowych - ludzie, którym brak przedsiębiorczości są malowniczym elementem ulicznej scenerii Montmartre. Na Montmartre najlepiej dostać się metrem, a wysiadając zwrócić uwagę na przepiękne secesyjne wejście do metra, którego sfotografowanie uniemożliwił mi porywisty wiatr i deszcz ;(








Paryż bezapelacyjnie jest najbardziej magicznym i klimatycznym miejscem w jakim do tej pory byłam, zdecydowanie mogłabym się przenieść tam na zawsze i nie mieć absolutni żadnego problemu z aklimatyzacją, to miejsce magiczna, dla mnie nawet bardzo, a na dowód tego sfotografowałam nawet ducha.....może to duch Paryża.....zostawiam tutaj cząstkę swojej duszy by wrócić po nią......kiedyś.......na pewno......






Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

Komentarze

Iwona pisze…
Ach ten Paryż.... Nic dodać, nic ująć.
Anna Petryna pisze…
;) trzeba wrócić!

Popularne posty z tego bloga

Energetyczne kulki mocy

Masło orzechowe to jeden z podstawowych produktów znajdujących się w spiżarni każdego sportowca, choć ma sporo kalorii może być doskonałym składnikiem diety, trzeba przestrzegać tylko kilku zasad. Ze względu na kaloryczność właśnie masło orzechowe spożywać raczej w pierwszej połowie doby, doskonale sprawdzi się proteinowy omlet z płatków owsianych, jajek i banana, najważniejszy jest jednak skład masła orzechowego. Najlepszym rozwiązaniem będzie oczywiście to domowej roboty, można się wtedy pokusić nie tylko o wersję arachidową, ale znacznie lepsze będzie masło orzechowe z nerkowców czy migdałów, w tym przypadku konieczny jest blender o nieprzeciętnej mocy. Jeśli jednak zdecydujemy się na wersję kupną to należy zwrócić uwagę żeby masło było 100% , bez dodatku cukru, soli oraz tłuszczy utwardzanych, zwłaszcza oleju palmowego. Masło orzechowe jest cennym źródłem białka, dlatego stanowi podstawę wegan,wegetarian i sportowców, zawiera również cenne tłuszcze nienasycone, za sprawą tryptofa…

Ciastka owsiane - najlepsze!

Te ciastka mają w sobie wszystko to czego nieustannie szukacie w nieudolnych wersjach ciastek owsianych sprzedawanych w sieciówkach, i nie znajdziecie dopóki sami nie spróbujecie zrobić właśnie tych ciasteczek. Są lekko ciągnące, nie za płaskie ani nie za grube, nie za słodkie, mogą być bardzo duże lub takie na jeden raz, nadziane masą pyszności, jak orzechy, gorzka czekolada, czy nawet suszona żurawina, a co najważniejsze, są super proste i super smaczne. Dzięki zawartości mąki kukurydzianej ciasta nie trzeba chłodzić, a dodatek kawałków czekolady sprawi, że unikniemy przykrego rozczarowania, wyjmując z pieca blachę z zupełnie płaskimi ciastkami. Teraz już zawsze będą miały odpowiednią grubość.

Barszcz wigilijny z uszkami wg Magdy Gessler

"W potocznej polszczyźnie purpurę kojarzy się z czerwienią i choć zakres barw purpury jest szeroki, bo sięga do głębokiej czerwieni do śliwkowego fioletu, to znakomita większość jej odmian daleko odbiega od czystej czerwieni. Jakże blisko miłości do pożądania. Starożytni Tyryjczycy uzyskiwali purpurę z mięczaków żyjących w wodach Morza Śródziemnego. Ta antyczna purpura, będąca jednym z najstarszych barwników, stanowiła symbol władzy nie tylko dlatego, że była obłędnie droga. Purpura wzbudzała od zawsze pożądanie." - "Kocham gotować" Magda Gessler