Przejdź do głównej zawartości

Posty

Bezy Pawłowej z jeżynami

W "jeżynowym" chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy jeżyny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Duszno było od jeżyn, któreś, szepcząc, rwała..." Mam nadzieję, że Leśmian wybaczy mi zamianę malinowego chruśniaka na jeżynowy, ale niebiański smak tego deseru przywołuje mi na myśl takie właśnie urocze chwile w towarzystwie nie tylko słodkich, ociekających sokiem i czarnych jak węgiel owoców...;)

Kuskus z miętowym ogórkiem i wiejskim serkiem

Kłosy pszenicy zwiesiły już główki, pod ciężarem napęczniałych ziaren, niedługo w pole wyruszą karawany kombajnów aby zebrać tegoroczne plony. Znakomita część naszej diety opiera się na zbożach, najbardziej podstawowym i naturalnym ich zastosowaniem jest tworzenie bazy do potraw mięsnych i warzywnych. W okresach dostatku kucharze potrafią stworzyć z nich  bardziej wyszukane i odświętne potrawy. Indyjskie  biryani,  hiszpańska  paella  czy marokański  kuskus , pokazują wyżyny jakich mogą sięgnąć te proste ziarna. Dziś skupimy się na  kuskusie , podstawie żywieniowej Maroka i Algierii. Powstaje on ze zmielonej twardej pszenicy durum - semoliny. To właśnie jej włoski makaron zawdzięcza twardość. Mimo, iż kuskus to drobny makaron to jest przygotowywany i serwowany jako jeszcze jeden z rodzajów zboża. Tradycyjnie afrykańskie kobiety wałkowały pszenicę durum z soloną wodą, po przeciśnięciu przez sito powstawały drobniutkie granulki, które nas...

Letnie owoce z waniliowym kremem

Dziś piątek, dzień targowy, zrywam się więc z łózka wcześniej niż zwykle. Pomimo wczesnej pory, na dworze panuje już okrutny upał. Wciągam więc lekko znoszone dżinsowe szorty i białą koszulę, zbiegając na dół wiążę włosy w wysoki ogon, włączam ekspres do kawy i podlewam przywiędłe na oknie zioła. Kawa gotowa, koszyk w dłoni, japonki na stopach, można wychodzić. Na targowisku panuje już spory ruch, mnogość straganów sprawia, że wszystko zlewa się w jedną barwną plamę. Wnikając w tłum dopada mnie zapach świeżego kopru powiązanego w wysokie snopki, obok panoszy się czosnek i maleńkie ogórki gruntowe, no i oczywiście król letnich kiszonek - chrzan. Może pomidorki? - zerkam na kulfoniaste pomidory malinowe, są prześliczne w swojej krzywiźnie, bez namysłu lądują w koszyku.  Mój wzrok ściąga stragan owocowy, zawsze stoi za nim przesympatyczna młoda dziewczyna, to istny raj dla oczu i kubków smakowych, owoce ułożone sekcjami w idealnych papierowych rynienkach tworzą niezapom...

Rosti ziemniaczane z kremem chrzanowym

Mieszkanie w dużych skupiskach ludzi daje możliwości poznawcze na wielu polach, mnie zawsze intrygowały zapachy, wydobywające się zza drzwi mieszkań. Wracając ze szkoły w letnie popołudnie, myślę jedynie o tym co znajdzie się dziś na moim talerzu, im bliżej byłam domu tym bardziej głodna się stawałam. Otwierając drzwi klatki schodowej otula mnie panujący tam chłód, docierają do mnie również przeróżne odgłosy - wrzask dzieci sąsiadki, czyjeś trzaśnięcie drzwiami, ale także zapach, nie muszę się długo zastanawiać by jednoznacznie odpowiedzieć, że to placki ziemniaczane, najbardziej lubię te ze śmietaną i cukrem. Docieram w końcu pod moje drzwi, dzwonię....nikt nie otwiera.....sięgam do kieszeni po klucze, chrzęst zamka przyciąga do wizjera zbyt dociekliwą sąsiadkę z naprzeciwka, wywołując tym samym mój uśmiech. W domu nie ma nikogo poza krótką notatką w kuchni "obierz proszę ziemniaki, dziś placki ziemniaczane" ......:) Moja wersja to klasyka rodem ze Szwajcarii, dod...

Carbonara z cukinią

Wraz z napływem do nas gorącego frontu atmosferycznego powracam myślami do słonecznej Italii, jedno z klasyków tego regionu to  spaghetti alla carbonara,  choć właściwie to nie do końca wiadomo skąd pochodzi to danie, a dyskusji na ten temat nie ma końca. Mówi się, że danie skomponowali  carbonari  (górnicy zajmujący się węglem drzewnym). A może byli to amerykańscy żołnierze szukający sposobu na mniej szablonowe wykorzystanie swoich racji bekonu i jaj. Nie brakuje również zwolenników teorii, że nazwa wywodzi się od czarnych drobinek pieprzu. Bez względu na pochodzenie tajemnica tkwi w sposobie wykonania, czyli wyczuciu momentu kiedy surowe jaja dodane do ugotowanego makaronu nie są już płynne, ale jeszcze nie zupełnie ścięte. Tradycyjna  carbonara  zawsze powoduje wyrzut endorfin przez mój organizm, tym razem jednak dorodna cukinia postanowiła zaryzykować i rozegrać tę partyjkę, licząc na wygraną.  ...

Muffinki ze snickersami i piankami marshmallow

Jest szare jesienne popołudnie, zbliżam się pora powrotu taty z pracy, siedząc na grubym dywanie opieram się o przyjemnie ciepły piec z butelkowo zielonych kafli. Dzwonek do drzwi wyrywa mnie z zapatrzenia się w żarzący się  na metalowej szufelce maleńki węgielek. Ruszam biegiem w kierunku drzwi i...... tak,tak,tak, słodycze, hurra! Tata stawia ogromne szare pudło za podłodze, nie mogę się już doczekać, mam wrażenie, że nawet prze grube ściany tektury czuję zapach lukrecji i wyrobów czekoladopodobnych. Jednym ruchem tata rozrywa pudełko, a ja nurkuje małymi rączkami do jego wnętrza. Kilka pomarańczy i bananów, tabliczki czekolady pakowane w pomarańczowe papierki ze złotą palmą, ale ja szukam tego ulubionego łakocia - żelki Haribo, wyjmuję paczkę, w której mienią się kolorowe miękkie kształty, szkoda tylko, że tak dużo lukrecji i pianek, na szczęście tata je uwielbia. Do dziś nie wiem jak tata potrafił to dla na zdobyć w trudnych latach 80-tych, był dla nas wtedy niczy...

Rillettes ze śliwkami

Kiedy docieram do upragnionego celu jestem już bardzo spragniona, kilkoma szybkimi ruchami przywiązuję lejce do drewnianego pala, wchodzę do środka i zdyszanym głosem proszę o zimny sok jabłkowy. Wewnątrz wiejskiego sklepu panuje zaduch, a na zewnątrz słońce okrutnie pali spękaną już ziemię. Wybór jednoznacznie pada na świeże powietrze, wychodzę i siadam na schodach, odrywam metalowy kapsel, biorę spory łyk zimnego napoju . Trwają sianokosy, w powietrzu unosi się zapach ściętej, lekko już podeschłej trawy, w oddali, na skoszonej już łące stoi załadowany po brzegi traktor. Spoglądam tęsknie w kierunku jedynego drzewa, pod którym na ławce, zbitej z drewnianych bali, siedzi kilku wieśniaków. Opierając się łokciami o drewniany stół, leniwie o czymś dyskutują. Jeden szczególnie zwraca moją uwagę, to sympatyczny rudzielec ze śmiesznie naciągniętym na głowę kaszkietem, żujący źdźbło trawy. Nagle na stole pojawia się kamienna misa i bochenek świeżego chleba, chłopaki ożywiają się ...