Zapewniłam dziś sobie przejażdżkę do lasu, niby nic w tym szczególnego, ale dla mnie las, łąki i pola u schyłku lata mają szczególny zapach, intensyfikujący się wieczorem. To zapach, który na myśl przywołuje mi dzieciństwo, a dokładniej to wakacyjną beztroskę, późne powroty z podwórka do domu, obdarte kolana po zderzeniu z szutrem, bose, brudne stopy, splatane włosy, w których zawsze utkwił jakiś strzęp natury, wreszcie uczucie głodu, po całym dniu spędzonym na dworze czy polu, jak kto woli ;) mogłam pochłonąć prawie wszystko. Przyjemność wdychania tego przesiąkniętego wspomnieniami zapachu jest dla mnie prawie tak samo hipnotyzujący jak wąchanie czekolady. A propos, to brownie uzależnia.
Kulinarny blog o prawdziwym jedzeniu. Kuchnie Świata, Kuchnia fusion.